Pierwszą kolejkę futsalowej ekstraklasy rozegrano w dniach 5-6 września, ale piłkarze Red Devils z powodu koronawirusa sezon otworzyli dopiero dwa tygodnie później. Czy to zaszkodziło, a może pomogło chojnickiej drużynie? – Uważam, że akurat w przypadku naszego zespołu to dobrze, że zaczęliśmy grę później niż inne ekipy, ponieważ mieliśmy kilku nowych zawodników, którzy dzięki temu mieli więcej czasu na wdrożenie się w taktykę trenera i zgranie się ze sobą – mówi Przemysław Laskowski.

W minioną niedzielę, 4 października, „Czerwone Diabły” zremisowały 2:2 przed własną publicznością z MOKS-em Słoneczny Stok Białystok, dwukrotnie odrabiając straty. – Pojedynek nie rozpoczął się dla nas dobrze. Od początku spotkania inicjatywę przejęli goście, jednak z biegiem czasu to i nasza drużyna zaczęła dochodzić do głosu. W drugiej połowie rolę się odwróciły i to my zaczęliśmy przeważać. Ciężko jest, gdy w meczu trzeba gonić wynik, ale sądzę, że jako drużyna podołaliśmy temu zadaniu i z meczu wyszliśmy obronną ręką. Podsumowując, wywalczyliśmy cenny punkt zdobyty z trudnym rywalem, który jak dotychczas radzi sobie całkiem nieźle – uważa nasz rozgrywający.

Reprezentanci Red Devils nie mają nawet chwili wytchnienia i czasu na odpoczynek. Już w środę podopiecznych Olega Zozulyi czeka konfrontacja z teoretycznie najsłabszym przeciwnikiem, Fit-Morning Gredar Futsal Brzeg. – Do tego starcia przystępuję tak jak do każdego innego spotkania. Staram się być gotów w stu procentach, niezależnie od tego z kim gramy. Każdy mecz jest dla nas bardzo ważny, gdyż jak dobrze wiemy, w tym sezonie spadają z ekstraklasy aż cztery zespoły, więc trzeba walczyć z jeszcze większym zaangażowaniem. Laskowski mimo plagi urazów w pomorskiej ekipie nie zamierza grać w hali przy ulicy Wagnera zachowawczo. – Wąska kadra na pewno w jakiś sposób
ogranicza nas jako zawodników. Ja jednak staram się walczyć o każdy centymetr parkietu, choć jestem oczywiście świadom tego, by nie zrobić sobie lub innemu zawodnikowi krzywdy. Jednym słowem, trzeba walczyć, ale jak już wspomniałem wcześniej, robić to z głową, a powinno się obejść bez kontuzji.


„Czerwone Diabły” w ostatnim pojedynku po raz kolejny nie pozwoliły rywalom na szybkie strzelenie gola. – Za każdym razem, gdy zaczynamy mecz, mówimy sobie w szatni, by dobrze w niego wejść. Myślę, że warto byłoby koncentrację w obronie przełożyć na skuteczność w ataku, dzięki czemu nie tylko nie będziemy tracić bramek, ale również będziemy je zdobywać.
Wiele spotkań w krótkim odstępie czasu nie są dla ambitnego 24-latka żadną przeszkodą. – Jasne, że zgadzam się ze stwierdzeniem, iż mecz to najlepszy trening. Sądzę, że niewielu zawodników w futsal ekstraklasie ma odmienne zdanie. Trzeba jednak do takich maratonów podchodzić z głową, by nie zostać kontuzjowanym.

Z Przemysławem Laskowskim rozmawiał Maciej Mikołajczyk