Po raz drugi w tym sezonie zawodnicy Red Dragons Pniewy mogli cieszyć się po meczu w naszej hali. W środowy wieczór ulegliśmy wysoko 2:6, choć bramki decydujące o tak wysokiej porażce, wpadły już w samej końcówce.

Red Devils – Red Dragons 2:6 (1:1)

Bramki dla Red Devils: Przemysław Laskowski 2.

Miesiąc temu w meczu o ligowe punkty Smoki wygrały w Chojnicach po zaciętym meczu 3:2. Można było się więc spodziewać kolejnego starcia „na styku”. I tak było przez większą część środowego meczu o awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Prowadzenie objęliśmy po bardzo ładnym strzale Przemysława Laskowskiego. Później obie drużyny stworzyły po kilka dobrych sytuacji do zdobycia bramki, ale przez długi czas utrzymywało się nasze jednobramkowe prowadzenie. Goście doszli do głosu pod koniec pierwszej połowy i z kilku dobrych sytuacji wykorzystali jedną, wyrównując wynik na 2 minuty przed przerwą. Przyznać trzeba, że przy tej bramce mieli też trochę szczęścia, gdyż piłka po rykoszecie zmyliła Sebastiana Kartuszyńskiego.
W drugiej połowie przewaga drużyny z Pniew nie podlegała dyskusji. Goście zagrali lepiej i przede wszystkim wykorzystali stworzone sytuacje, czego my nie możemy napisać o gospodarzach. Przy wyniku 1:3 nadzieję na dogrywkę dał Przemysław Laskowski, który po raz drugi pokonał Łukasza Błaszczyka. Odpowiedź Smoków była jednak natychmiastowa, a w samej końcówce przyjezdni zdobyli dwie kolejne bramki i zasłużenie awansowali do ćwierćfinału Pucharu Polski. Przed meczem obie drużyny minutą ciszy uczciły pamięć Jarosława Armady, a Diabły wystąpiły w tym spotkaniu z czarnymi opaskami.
– Chcieliśmy zagrać dobry mecz, ale też nie chcieliśmy zbytnio ryzykować i wszystkiego odkrywać, gdyż w sobotę mamy bardzo ważne spotkanie w Futsal Ekstraklasie z Brzegiem. Co do meczu. Jeśli zespół nie będzie pomagać bramkarzom, a bramkarze nie będą pomagać zespołowi, to nigdy nie wygramy – podsumował trener Oleg Zozulya.

Trener wypowiedział się też o nowym zawodniku Red Devils. Co prawda Guladi Kokoladze w meczu pucharowym jeszcze nie zadebiutował, ale nie ma już żadnych przeszkód, by wystąpił w spotkaniu z Brzegiem. – Kokoladze wprowadzi konkurencję wśród obcokrajowców. Cieszę się, bo wygląda bardzo dobrze na treningach. Jednak zobaczymy, jak wejdzie w mecz o punkty, więc z ostateczną oceną musimy poczekać do oficjalnego meczu – powiedział Zozuyla.
Tekst i fot. (olo)