Cenne trzy punkty zostały w Chojnicach. Jednak mecz z AZS UŚ Katowice miał swoją dramaturgię. Wspaniała interwencja Sebastiana Kartuszyńskiego i bramka Patryka Laskowskiego przypieczętowały wygraną Red Devils.

Red Devils – AZS UŚ Katowice 3:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Alex Arriazu, 2:0 Malouk Morad, 2:1 Piotr Łopuch, 3:1 Patryk Laskowski.
Red Devils: Sebastian Kartuszyński, Kevin Kollar – Łukasz Sobański, Andrii Burdiuh, Mykyta Storozhuk, Przemysław Laskowski, Malouk Morad, Alejandro Arriazu Asensio, Kristan Medon, Patryk Laskowski, Robert Świtoń, Adrian Kaczorowski, Marvin Perkovic.

Jak kania dżdżu (przepraszam nie polskojęzycznych zawodników Red Devils za to sformułowanie, nie wiem jak translator to przetłumaczy) potrzebowali już kompletu punktów zawodnicy z Chojnic. Ostatnie mecze kończyły się bowiem albo remisem, albo przegranymi i zespoły z dolnej części tabeli zaczęły niebezpiecznie się zbliżać. Dlatego spotkanie z AZS UŚ Katowice, które przed tym meczem miały tylko trzy punkty mniej, było bardzo ważne. – Dziękuję zawodnikom za walkę i za zwycięstwo, bo był to dla nas mecz za sześć punktów – przyznał po meczu trener Red Devils Oleg Zozulya.
Mecz ułożył się bardzo dobrze. W 4. min. Alex Arriazu dał prowadzenie Czerwonym Diabłom. Dodało to całej drużynie pewności i pozwoliło na spokojniejszą grę. Gospodarze stworzyli potem kilka sytuacji, z których można było pokusić się o drugą bramkę. Najbliżej był Patryk Laskowski, ale jego dobry i mocny strzał odbił się od poprzeczki bramki gości. Goście swoich sytuacji szukali m.in. po strzałach z dystansu, ale świetnie dysponowany był Sebastian Kartuszyński, który w tym sezonie, na zmianę z Kevinem Kollarem, jest bardzo mocnym i pewnym punktem chojnickiej drużyny. Katowiczanie mogli jednak wyrównać i to po ostatnim strzale w pierwszej połowie, ale piłka uderzyła w słupek.

Druga połowa rozpoczęła się wręcz fantastycznie. Już po 32. sekundach Malouk Morad podwyższył na 2:0. W kolejnych minutach trwała wyrównana walka, obie drużyny szukały swoich sytuacji do zdobycia bramki. Bardzo bliski być może i skończenia tego meczu był Mykyta Storozhuk, który zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem z Katowic. To się zemściło, bo już w kolejnej akcji Piotr Łopuch pokonał Kartuszyńskiego i na tablicy wyników zrobiło się tylko 2:1. Na domiar złego później w zaledwie cztery minuty Diabły „złapały” aż pięć fauli i ostatnie minuty grały z nożem na gardle. Nie dość, że wynik był „na styku”, to nad głowami wisiało widmo przedłużonego rzutu karnego. Goście w końcówce wycofali bramkarza i oblężyli bramkę „Kartona”. Ten jednak bronił jak w transie, a po jednej z parad, gdy wybił piłkę lecącą w samo okno, ręce same składały się do oklasków. Tak samo, jak na trzy minuty przed końcem przy bramce Patryka Laskowskiego. Długie podanie od Kartuszyńskiego „Laska” przyjął kierunkowo tuż przy samej linii. Zgubił dzięki temu krycie, wyszedł sam na sam z „wycofanym bramkarzem” AZS i huknął po długim rogu w okno. Bramka ta okazała się decydująca i bardzo cenne punkty zostały w Chojnicach.


– Mecz nie był dziś pod naszą kontrolą, mieliśmy jednak dużo sytuacji, by go szybciej skończyć. Zamiast prowadzić 3:0, straciliśmy gola na 2:1 i zaczął się u nas chaos i panika. Dobrze, że wytrzymaliśmy jednak do końca i ustaliliśmy wynik na 3:1 – powiedział po meczu trener Oleg Zozulya.
– Cieszę się, że wygraliśmy ciężki mecz. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, bo Katowice wygrały poprzednie spotkanie i przyjadą do nas zmobilizowani. Szkoda niewykorzystanych akcji, bo przeciwnik przy 2:1 poczuł krew, ale cieszę się, że ostatecznie wygraliśmy – powiedział kapitan Red Devils Łukasz Sobański.
– To był wyrównany mecz, obie drużyny miały dużo sytuacji, gospodarze wykorzystali ich dzisiaj więcej – powiedział po meczu trener AZS UŚ Katowice Miłosz Kocot.

Tekst i zdjęcia: Olek Knitter