Zawodnicy Red Devils mieli dziś nie jedną, a trzy piłki meczowe, którymi mogli przypieczętować zwycięstwo z MOKS Słoneczny Stok Białystok. Niestety, żadnej nie udało się wykorzystać i ostatecznie mecz zakończył się remisem 2:2.

Red Devils – MOKS Słoneczny Stok Białystok 2:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Paweł Aleksandrowicz (10), 1:1 Mykyta Storozhuk (27), 1:2 Paweł Aleksandrowicz (29), 2:2 Mykyta Storozhuk (37).
Red Devils: Sebastian Kartuszyński, Kevin Kollar, Artur Czarnowski – Łukasz Sobański, Andrii Burdiuh, Mykyta Storozhuk, Przemysław Laskowski, Malouk Morad, Alex Arriazu, Kristan Medon, Robert Świtoń, Dominik Laskowski, Adrian Kaczorowski.

Środowym meczem z Team Lębork drużyna Red Devils rozpoczęła maraton ośmiu spotkań w przeciągu miesiąca. Dziś rywalem Czerwonych Diabłów była wyżej notowana drużyna MOKS Słoneczny Stok Białystok.

Pierwsza połowa zdecydowanie należała do gości. Trzeba przyznać, że przyjezdni lepiej w tej części meczu operowali piłką, dłużej się przy niej utrzymywali i zdołali wypracować sobie kilka groźnych sytuacji. Na szczęście na posterunku był ponownie Sebastian Kartuszyński. „Karton” tylko raz dał się pokonać w 10. min. meczu. Strzelcem gola był Paweł Aleksandrowicz. Gospodarze w pierwszych 20. minutach grali jakby na hamulcu ręcznym i stworzyli tylko dwie dogodne sytuacje. Piłka po ładnym strzale Storozhuka trafiła w słupek, a Kristian Medon przegrał pojedynek z bramkarzem gości. Na domiar złego już w 8. min. boisko musiał opuścić z powodu kontuzji Malouk Morad. Niestety, na boisko już nie wrócił.

W drugiej połowie role się odwróciły. W bramce Red Devils po raz pierwszy stanął 18-letni Kevin Kollar i trzeba przyznać, że miał bardzo dobre wejście. Kevin obronił kilka sytuacji, a także miał udział przy pierwszym golu. Po złapaniu piłki Kollar wybiegł z piłką z pola karnego, na połowie boiska podał do Przemysława Laskowskiego, a ten wystawił ją Medonowi. Ten przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem z Białegostoku, ale piłka po jego interwencji uderzyła w rękę zawodnika gości. Zdaniem zawodników było to w polu karnym, zdaniem sędziów było to tuż za polem karnym. Panowie w żółtych strojach podyktowali więc „tylko” rzut wolny. Na szczęście Czerwone Diabły dobrze rozegrały piłkę i Storozhuk wyrównał na 1:1. Niestety, dwie minuty później goście ładnie rozklepali miejscowych w polu karnym i ponownie po golu Aleksandrowicza, wyszli na prowadzenie. Przy okazji gratulacje dla pana Pawła i jego żony, gdyż już w pierwszej połowie po golu zawodnik MOKS-u włożył piłkę pod koszulkę i oznajmił wszystkim, że zostanie tatą. Po tym golu zaczął się dopiero mecz. Diabły ruszyły do przodu i szukały okazji do wyrównania. Za mało jednak było strzałów z gry, a te po stałych fragmentach tym razem w większości były niecelne. Dopiero na trzy minuty przed końcem Storozhuk, który w tym momencie grał jako wycofany bramkarz, huknął z dystansu i pewnie pokonał bramkarza. Ostatnie trzy minuty meczu to ataki Red Devils i trzy okazje, by wygrać mecz. Troszkę szczęścia, sił i lepszego ustawienia zabrakło Burdiuhowi po podaniu Laskowskiego. Chwilę później Laskowski mógł mieć zwycięską asystę po podaniu do Arriazu, ale zabrakło zrozumienia między zawodnikami i ostatecznie dobrej akcji nie udało zakończyć się celnym strzałem. Kilka sekund później Laskowski minimalnie źle podał do wychodzącego sam na sam Storozhuka. Jednak bohaterem meczu mógł zostać Medon. Na 10 sekund przed końcem dostał świetne podanie od Sobańskiego i wyszedł sam na sam z bramkarzem. Niestety, źle przyjęta piłka utrudniła oddanie precyzyjnego strzału i stuprocentowej sytuacji nie udało zamienić się w zwycięską bramkę.

Po pierwszej połowie wydawało się, że o dobry wynik będzie trudno. W drugiej połowie gra się wyrównała i to drużyna Red Devils miała szanse na zwycięstwo. Zabrakło dziś szczęścia, precyzji i chyba Morada, który w drugiej połowie miałby kilka szans, by indywidualnie rozstrzygnąć losy tego meczu.

Teraz trzeba zrobić wszystko, by w środę o godz. 19.00 pokonać najsłabszą do tej pory drużynę w lidze Fit-Morning Gredar Futsal Brzeg. Trzy punkty muszą zostać w Chojnicach!

Tekst i zdjęcie: Olek Knitter