Sezon futsalowej ekstraklasy rozpoczął się na dobre. Piłkarze Red Devils podczas drugiej serii spotkań, po wygranej na inaugurację z Orłem Jelcz-Laskowice, a przed thrillerem bez happy endu w Lęborku, zmierzyli się u siebie z Rekordem Bielsko-Biała.

W minioną niedzielę w hali Centrum Park przy ulicy Huberta Wagnera kibice przez pierwsze 20 minut nie obejrzeli żadnych bramek. Była to zasługa głównie stojącego między słupkami Sebastiana Kartuszyńskiego, który wielokrotnie ratował skórę gospodarzom.
Pod wrażeniem doskonałej dyspozycji popularnego „Kartona” był jego kolega z drużyny, Robert Świtoń. – Wynik do przerwy może i rzadki, ale to rezultat dobrej postawy naszych zawodników w defensywie.Znakomicie na bramce spisywał się „Karton”, co zostało docenione, ponieważ wybrano go bramkarzem kolejki. Od początku sezonu widać, że solidnie przepracował okres przygotowawczy, a po jego interwencjach ręce same składały się do oklasków. W drugiej połowie goście wykazali się większym doświadczeniem, co przyczyniło się do porażki, ale na pewno nie oddaliśmy meczu bez walki.

„Czerwone Diabły” rywalizację w najwyższej klasie rozgrywkowej zaczęły z opóźnieniem. – Wiadomo, że pandemia przesunęła naszej drużynie start w ekstraklasie, ale na trybunach widać było dużą frekwencję, co bardzo cieszy. Kibice mają przyjemność oglądać zespół, który walczy o każdy centymetr parkietu. Czujemy ich wsparcie, a w tym sezonie będzie ono dla nas szczególnie ważne – mówi nasz rozgrywający.

Podopieczni Olega Zozulyi do starcia z obrońcami mistrzowskiego tytułu przystąpili z określonym planem i bojowym nastawieniem. – Taktyka na mecz z Rekordem była prosta. Przyjeżdża zespół bardzo silny ofensywnie, więc trener postawił na mocną obronę i grę z kontrataku. W mojej ocenie rozegraliśmy całkiem dobre spotkanie. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy żadnej okazji bramkowej, a w drugiej połowie po prostu zabrakło nam sił i koncentracji. Chwała chłopakom, bo zostawili na parkiecie dużo zdrowia – uważa były reprezentant FC Toruń, Clearexu Chorzów i Gwiazdy Ruda Śląska.

Świtoń nie może doczekać się powrotu po kontuzji i debiutu w barwach Red Devils. – Zatrzymał nas koronawirus, jednak każdy z zawodników w miarę możliwości ćwiczył w domu, żeby wrócić do treningów, będąc odpowiednio przygotowanym. Ja natomiast w tym czasie mocno pracowałem nad swoim kolanem, ponieważ dalej zmagam się z kontuzją rzepki. Czuję, że wszystko idzie w dobrym kierunku i za jakiś czas będę mógł dołączyć do zespołu i trenować na pełnych obrotach. Na ten moment wszystko przebiega wręcz rewelacyjnie.Jestem pod czujnym okiem sztabu medycznego i wykonuję każde ich polecenie. Treningi są ciężkie i monotonne, ale przynoszą pozytywne rezultaty. Kolano z dnia na dzień wygląda lepiej. To dobry prognostyk, ponieważ nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do treningów, nie mówiąc już o regularnym udziale w meczach – mówi zniecierpliwiony 26-latek.

Spotkanie z Rekordem Bielsko-Biała podsumował również Adrian Kaczorowski. – Swoich szans upatrywaliśmy w obronie oraz kontrach. Rywale mieli więcej sytuacji, jednak przy odrobinie szczęścia wynik mógł być na naszą korzyść. Zawsze jest lekkie zdenerwowanie, gdy jedyną przeszkodą do zdobycia gola jest słupek lub poprzeczka, ale nie załamaliśmy się. Mamy teraz parę meczów co trzy dni, jednak trenerzy przygotowali nas do sezonu dobrze pod względem kondycyjnym. Czekałem długo na start sezonu, ponieważ brakowało mi tych emocji. Chciałbym jak najlepiej wykorzystać szansę, którą daje mi trener i dobrze prezentować się na boisku.

Najbliższy mecz nasza drużyna rozegra w nadchodzącą niedzielę, 4 października z MOKS-em Słoneczny Stok Białystok.

Tekst przygotował Maciej Mikołajczyk