Rzadko zdarza się, że po przegranym meczu drużyna otrzymuje brawa od kibiców. A właśnie w taki sposób kibice żegnali dziś schodzących do szatni zawodników Red Devils Chojnice. Mimo krótkiej ławki rezerwowych Czerwone Diabły postanowiły stawić dziś czoła liderowi rozgrywek, mistrzowi Polski, uczestnikowi Futsalowej Ligi Mistrzów i najlepszej drużynie ostatnich lat w polskim futsalu. Czerwone Diabły ostatecznie przegrały z mistrzem Polski Rekordem Bielsko-Biała 0:3. Powodów do wstydu jednak nie ma!

Red Devils – Rekord Bielsko-Biała 0:3 (0:0)

Bramki: Jani Korpela, Michał Marek, Paweł Budniak.

Red Devils: Kartuszyński, Czarnowski – P. Laskowski, M. Morad, K. Medon, Alex Arriazu, A. Kaczorowski, A. Burdiuh, D. Laskowski.

Wynik dzisiejszego meczu jest sprawiedliwy, choć przy odrobinie szczęścia można było się pokusić o lepszy. Goście byli zdecydowanym faworytem i z tej roli się wywiązali. Ich przewaga nie podległa dyskusji. Zawodnicy Rekordu prowadzili grę od początku do końca spotkania i oddali bardzo dużo strzałów. Jednak z drugiej strony obrona Red Devils nie pozwała mistrzom Polski dochodzić do wielu stuprocentowych sytuacji, a w dodatku świetnie dziś dysponowany był Sebastian Kartuszyński, który bronił jak w transie. Zresztą gra obronna całej drużyny robiła dziś wrażenie. Nikt nie odpuszczał nawet na sekundę i wielokrotnie zawodnicy blokowali strzały przyjezdnych. Dodać też trzeba, że goście mieli też sporo szczęścia. Od utraty goli dwukrotnie uratował ich słupek oraz dwukrotnie poprzeczka. Mimo niekorzystnego wyniku emocji więc naprawdę nie brakowało.

Gospodarze przystąpili do dzisiejszego meczu bez trzech podstawowych zawodników – z kontuzjami na trybunach mecz oglądali Robert Świtoń oraz Nikita Storozhuk, a na grę czeka nadal Łukasz Sobański. W kadrze gości zabrakło dziś dwóch reprezentantów Polski – Michała Kubika i Bartłomieja Nawrata, ale mimo tego, ich szeroka ławka rezerwowych i tak robiła wrażenie.

Od pierwszego gwizdka sędziów przewagę mieli zawodnicy Rekordu i to oni dziś do samego końca prowadzili grę. Gospodarze niczym Dawid w starciu z Goliatem czekali tylko na właściwy moment, by zaskoczyć szybką kontrą. I ta taktyka okazała się słuszna. Z jednak strony świetnie bronił „Karton”, który uratował swój zespół od utraty bramek, a z drugiej wielki pech Malouka Morada, który po szybkich akcjach trafiał w słupek i poprzeczkę. W poprzeczkę trafił też z dystansu Kartuszyński. Na przerwę obie drużyny schodziły z bezbramkowym remisem.
Na początku drugiej połowy szczęście uśmiechnęło się do zawodników Rekordu. Po jednej z akcji ładnie piętą uderzył Jani Korpela i piłka dość szczęśliwie wkulała się za linię interweniującego Kartuszyńskiego. Ani ta bramka, ani też kolejna autorstwa Michała Marka nie podłamały gospodarzy, którzy do końca walczyli o honorową bramkę, a może nawet i wielką niespodziankę. Ale pech nie opuszczał dziś Morada, który w drugiej połowie po raz kolejny trafił w słupek. Przy odrobinie szczęścia, gdyby te cztery strzały w słupki i poprzeczki zamienić na bramki….
W końcówce spotkania trener Oleg Zozulya postanowił nawet zaryzykować i wycofać bramkarza. To jednak nie przyniosło wymarzonej bramki, a na sekundy przed zakończeniem spotkania goście ustalili wynik spotkania na 0:3.

Po meczu kibice podziękowali Czerwonym Diabłom za mecz. Mimo porażki schodzących do szatni zawodników żegnały brawa. Drużynę motywował również trener Oleg Zozulya.

I jeszcze mały pomeczowy subiektywny komentarz. Dziś, mimo przegranej, na słowa pochwały zasługują panowie Jakub Orliński i Damian Grabowski. Ci sędziowie dali dziś grać, walczyć, nie przeszkadzali i byli tak naprawdę „niewidoczni”. W końcu.

Olek Knitter

Zdjęcie: Fotograf Olek Knitter